Hej, cześć. Na Tajwanie jestem już trzeci rok, a przerwie na tym blogu zaczął lecieć czwarty roczek. Najwyższa pora coś z tym zrobić. Po łatwiźnie więc wrzucam nieswoich parę ujęć tego jak tu jest:
http://vimeo.com/53902363
>>>>>
Hello there. It's been almost three years in Taiwan now, and the break on this blog was even longer. It's a high time then to give you some glimpse at how does it actually look like in here.
http://vimeo.com/53902363
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajwan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajwan. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 grudnia 2012
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Wynalazki
Pomysł ukradłem - Rafałowi. Ale mam swoje własne znaleziska, więc mam prawo je tu zamieszczać pod powyższym tytułem, jasne? ;)
Generalnie chodzi o to, że ludzie mają często pomysły, które szokują/ są genialne/ nie do pomyślenia/ niezrozumiałe lub śmieszne, a nawet "prześmieszne". Rodzące się w głowach nasiona takich pomysłów, potrzebują przyjaznego gruntu by móc zakwitnąć. Czarnoziemy zdecydowanie występują w Japonii. Polska jest raczej bardziej gliniasta i piaszczysta pod tym względem. Z pewnością wszędzie znajdą się jakieś interesujące endogeniczne okazy.
Póki co Tajwan.
Generalnie chodzi o to, że ludzie mają często pomysły, które szokują/ są genialne/ nie do pomyślenia/ niezrozumiałe lub śmieszne, a nawet "prześmieszne". Rodzące się w głowach nasiona takich pomysłów, potrzebują przyjaznego gruntu by móc zakwitnąć. Czarnoziemy zdecydowanie występują w Japonii. Polska jest raczej bardziej gliniasta i piaszczysta pod tym względem. Z pewnością wszędzie znajdą się jakieś interesujące endogeniczne okazy.
Póki co Tajwan.
Kenting&Kaoshiung - twarzowo
Zdjęcia miejsc nie oddają ich uroku. Przynajmniej nie te moje. Serwuję więc zdjęcia, które mam nadzieję, oddadzą choć trochę uroku ludzi z którymi przyjemność miałem spędzić ten weekend. A był on niezwykle udany.
Kenting to najpiękniejsze na Tajwanie plaże, zielone połacie traw urywające się z wysoka skałami do morza. I mnóstwo wczasowiczów; ale na szczęście nie wszędzie.
Kaoshiung to druga największa miejscowość na Tajwanie. To czwarty największy na świecie port przeładunkowy (odkryłem, że niniejszym zaliczyłem największą piątke - tylko czy to coś znaczy? No cóż, zawsze lubiłem numerki). To też najlepszy i najbardziej urozmaicony seafood kiedykolwiek, miasto rodzinne Ines (vide: zdjęcie nr2) i butelka wina nad Love River. Kaoshiung ma mnóstwo przestrzeni przyjaznej swym mieszkańcom wieczorami. Świetnie ogarnięte parki, zieleń, deptaki i knajpki nad rzeką, kolorowe łodzie pływające wzdłuż niej, wszędzie mnóstwo ciekawych świateł i oświetleń. W Tajpej tego brakuje. Nie ma podobnych miejsc, prawie w ogóle nie ma ogródków piwnych. Wszystko, kluby puby, zamknięte w czterach ścianach. Zieleń jest przy rzece, która jest na uboczu i świetna na jogging, kosza czy badmintona w weekend, ale nie żeby wyjść ze znajomymi. Zadbane i przyjemne dla oka są też okolice Taipei101, ale tam królują wieczorem już zamknięte ekskluzywne centra handlowe i ewentualnie luksusowe kluby. Przynajmniej nasz kampus jest najbardziej parkową i "chilloutową" przestrzenią w mieście, choć bez knajp.
W każdym razie, oba te miasta to bardzo udany weekend, za co dziękujemy Tajwańskim absolwentkom iberystyki, które Basia poznała rok temu w Hiszpanii i które to na weekend nas zaprosiły.

Mniej udane zdjęcia z weekendu.
Kenting to najpiękniejsze na Tajwanie plaże, zielone połacie traw urywające się z wysoka skałami do morza. I mnóstwo wczasowiczów; ale na szczęście nie wszędzie.
Kaoshiung to druga największa miejscowość na Tajwanie. To czwarty największy na świecie port przeładunkowy (odkryłem, że niniejszym zaliczyłem największą piątke - tylko czy to coś znaczy? No cóż, zawsze lubiłem numerki). To też najlepszy i najbardziej urozmaicony seafood kiedykolwiek, miasto rodzinne Ines (vide: zdjęcie nr2) i butelka wina nad Love River. Kaoshiung ma mnóstwo przestrzeni przyjaznej swym mieszkańcom wieczorami. Świetnie ogarnięte parki, zieleń, deptaki i knajpki nad rzeką, kolorowe łodzie pływające wzdłuż niej, wszędzie mnóstwo ciekawych świateł i oświetleń. W Tajpej tego brakuje. Nie ma podobnych miejsc, prawie w ogóle nie ma ogródków piwnych. Wszystko, kluby puby, zamknięte w czterach ścianach. Zieleń jest przy rzece, która jest na uboczu i świetna na jogging, kosza czy badmintona w weekend, ale nie żeby wyjść ze znajomymi. Zadbane i przyjemne dla oka są też okolice Taipei101, ale tam królują wieczorem już zamknięte ekskluzywne centra handlowe i ewentualnie luksusowe kluby. Przynajmniej nasz kampus jest najbardziej parkową i "chilloutową" przestrzenią w mieście, choć bez knajp.
W każdym razie, oba te miasta to bardzo udany weekend, za co dziękujemy Tajwańskim absolwentkom iberystyki, które Basia poznała rok temu w Hiszpanii i które to na weekend nas zaprosiły.

Mniej udane zdjęcia z weekendu.
PS. Znowóż dane nam było spróbować mnóstwa nowych smakołyków. Gęsie serca, kurze łapki, skóra rekina, "Deep fried ice creams" (czyli lody zapiekane w cieście na gorącym oleju, sic!), ślimaki morskie wszelkiego rodzaju, jakiś rodzaj ikry, świeże żaby... plus cały szereg innych. Może jakiś osobny post o Tajwańskich przysmakach?
Etykiety:
Tajwan
niedziela, 22 lutego 2009
Tajwański Super Idol!
Wybraliśmy się na nagranie tajwańskiego Idola. Było nas z ośmioro, a tylko jeden znał Benji, za którego fanów mieliśmy uchodzić. Skandowaliśmy jego imię, mieliśmy napisy do kibicowania i nawet okrzyk bojowy po chińsku. Sam Benji - jedyny biały wśród około 40 finałowych uczestników, był dość zaskoczony taką rzeszą wiernych fanów. My też byliśmy zaskoczeni. Zaskoczeni tym, że biały tak daleko zaszedł, że mówi płynnie i śpiewa po chińsku, że prezenterka prowadząca program była kiedyś facetem i że studio jest tak obskurne i wygląda całkiem inaczej niż później na ekranie. Odpowiednie oświetlenie, ot co!
Przez 4 godziny nie można nam było się ruszyć z miejsca; a nie było to zbyt łatwe na wysokich na ok. 30 centymetrów, twardych, drewnianych ławach z których po bokach sterczały gwoździe. Ale co to tam dla wiernego, oddanego fana! Skandowaliśmy więc, biliśmy brawa, krzyczeliśmy - zwłaszcza po polsku, by zareklamować naszą mowę! Nawet się bujaliśmy na boki w rytm chińskich ballad, które wszystkie są jednakowo monotonne. A gdy przestawaliśmy się bujać to między rzędami chłopak z miśkiem na głowie czołgał się do nas i szeptał po chińsku byśmy bujali się nadal.
Super Idol to fajna sprawa, ale mimo wszystko nie będę regularnie siadał przed telewizorem w sobotnie wieczory by nie przegapić kolejnego odcinka. Zwłaszcza, że Jennifer powiedziała, że ten program jest dla "taike". A "taike" to ponoć określenie na chłopaków co noszą biało-niebieskie stringi. No cóż.. stwierdziłem, że wolę nie wnikać...
PS. Po tygodniu staliśmy się już sławni, po tym jak program zobaczyło miliony Tajwańczyków w kraju i na świecie. Jesteśmy rozpoznawalni na ulicy, ludzie oglądają się, pstrykają zdjęcia, skaczą z radości, proszą o autografy... Póki co nam to się podoba.
Zobaczcie sami, jak wypadliśmy wchodząc do studia: Tutaj jak klikniesz zobaczysz prawdziwe gwiazdy! Minuta 6 sekund 40.
Przez 4 godziny nie można nam było się ruszyć z miejsca; a nie było to zbyt łatwe na wysokich na ok. 30 centymetrów, twardych, drewnianych ławach z których po bokach sterczały gwoździe. Ale co to tam dla wiernego, oddanego fana! Skandowaliśmy więc, biliśmy brawa, krzyczeliśmy - zwłaszcza po polsku, by zareklamować naszą mowę! Nawet się bujaliśmy na boki w rytm chińskich ballad, które wszystkie są jednakowo monotonne. A gdy przestawaliśmy się bujać to między rzędami chłopak z miśkiem na głowie czołgał się do nas i szeptał po chińsku byśmy bujali się nadal.
Super Idol to fajna sprawa, ale mimo wszystko nie będę regularnie siadał przed telewizorem w sobotnie wieczory by nie przegapić kolejnego odcinka. Zwłaszcza, że Jennifer powiedziała, że ten program jest dla "taike". A "taike" to ponoć określenie na chłopaków co noszą biało-niebieskie stringi. No cóż.. stwierdziłem, że wolę nie wnikać...
PS. Po tygodniu staliśmy się już sławni, po tym jak program zobaczyło miliony Tajwańczyków w kraju i na świecie. Jesteśmy rozpoznawalni na ulicy, ludzie oglądają się, pstrykają zdjęcia, skaczą z radości, proszą o autografy... Póki co nam to się podoba.
Zobaczcie sami, jak wypadliśmy wchodząc do studia: Tutaj jak klikniesz zobaczysz prawdziwe gwiazdy! Minuta 6 sekund 40.
Etykiety:
Tajwan
Subskrybuj:
Posty (Atom)






